Mężczyzna odetchnął z ulga po przekroczeniu progu studia. Podczas dwudziestominutowego spaceru przez miasto bez ochrony nie miał ani jednego nieprzyjemnego incydentu. O dziwo zawdzięczał to dużej ilości ludzi w mieście, a nie zwinnemu przemykaniu bocznymi uliczkami. Przeszedł szybkim krokiem korytarz, na którym odpowiedział na powitanie dziewczyny rozwożącej kawę i wszedł do swojej garderoby. Tam czekali już na niego Henry Veber, jego menadżer, oraz Jenna Austen, jego stylistka. Wciąż nie mógł zrozumieć dlaczego ona tak misternie układa jego włosy, by sprawiały wrażenie nieuczesanych. Dla niego ich stan przed poddaniem się działaniom tej kobiety i po nie ulegał żadnej zmianie. Lecz ona uparcie za każdym razem najpierw go czesała jak matka syna przed pierwszym dniem szkoły, by następnie z mistrzowską precyzją poukładać włosy w artystyczny nieład i zapieczętować wszystko lakierem do włosów, który ledwo dawał się zmyć pod prysznicem.
Kiedy aktor zasiadł na fotelu przed ogromnym lustrem, którego tak bardzo nie lubił, Henry podał mu papierowy kubek z kawą i zaczął czytać tygodniowy raport. Był poniedziałek, więc jak zawsze miało miejsce podsumowanie minionych siedmiu dni; kto dzwonił, kto proponował, ile proponował, jaki jest przychód, gdzie jego nazwisko plasuje się w rankingach, czy pojawiły się jakieś plotki zagrażające jego wizerunkowi, na koniec poczta. Mężczyzna słuchał tego cierpliwie, chociaż niewiele go to obchodziło. Waga jaką miała dla niego opinia mediów o jego osobie była odwrotnie proporcjonalna do wzrostu sławy. Im bardziej jesteś znany tym więcej o tobie plotkują i wymyślają na twój temat – z takiego założenia wychodził. Starał się zachować chociaż pozory normalnego życia i nie przejmował się gdy pod zdjęciem, na którym był z siostrą napisano „Nowa dziewczyna?”. Jednak odczuwał pewien dyskomfort, kiedy przed wyjściem na ulicę musiał zakładać spraną, szarą czapkę i duże, ciemne okulary. Czuł się w nich jak idiota, szczególnie kiedy nie było słońca.
Po zakończeniu odczytu, Henry przeszedł do bardziej luźnej rozmowy. Przeprosił za problem z transportem i upewnił się, czy aktor nie miał jakichś nieprzyjemnych sytuacji podczas drogi. Menadżer był w pewnym sensie jego najbliższym przyjacielem. Zapewne dlatego, iż był to jedyny człowiek towarzyszący mu w prawie wszystkich podróżach i pozostający z nim w stałym kontakcie. Razem z rozpoczęciem pracy w Ameryce zostało zerwanych wiele znajomości i ilekroć praca nad jakimś projektem dobiegała końca, aktor obiecywał sobie, że teraz wróci do rodzinnego miasta i odkurzy starą książkę adresową. Zawsze jednak pojawiała się atrakcyjna oferta nowej roli, więc zostawał i odkładał swój plan na nieokreślone „później”.
- Robert?
- Tak?
- Słuchasz mnie w ogóle – Henry patrzył na swojego nieformalnego podopiecznego nieco żartobliwie. Przywykł już do specyficznej natury tego mężczyzny.
W odpowiedzi aktor zamyślił się na chwilę. – Mówiłeś coś o propozycji roli w europejskiej produkcji? – strzelił, opierając się na strzępkach pamięci.
- Cóż, wspomniałem o tym jakieś dziesięć minut – zaśmiał się. – Skoro już sobie o tym przypomniałeś to dodam, że jest to niezależna produkcja, a scenariusz jest dość oryginalny. Dam ci go po dzisiejszych zdjęciach.
- Ok.
- Gdybyś przyjął ich propozycję, wyjechałbyś do Porto już za dwa miesiące. To oznacza, że nie może dojść do opóźnienia się obecnych zdjęć oraz, że nie będziesz miał nawet dwóch dni przerwy. To ryzykowne, biorąc pod uwagę, że twoja koleżanka z planu, Emma, narzekała dzisiaj rano na zapchany nos.
- Weźmie dwie aspiryny i jej przejdzie – mruknął. Emma, brunetka, o zielonych oczach i twardych rysach, 167 cm wzrostu. Jego partnerka zarówno na planie jak i prywatnie. Ich relacje w bardzo dziwny sposób przedarły się ze scenariusza do realnego świata. Pewnego dnia, gdy dał się namówić na spotkanie u niej w domu, by poćwiczyć wspólne kwestie, wylądował z Emmą w łóżku. Na początku zauważył pożądliwe spojrzenia, później otwarto butelkę wina i rozpoczęła się rozmowa nie związana ze scenariuszem, w końcu postanowiła sprawdzić jak wyglądałaby scena, w której namiętnie się całują… Do dzisiaj nie rozumiał, jak ta dziewczyna zdołała go uwieść, bo poza wszelkimi wątpliwościami pozostawało, że to ona go uwiodła, nie na odwrót. Obecnie spotykali się co jakiś czas, w zadymionych pubach, zaciemnionych uliczkach i we własnych mieszkaniach. Ich romans opierał się głównie na pożądaniu i namiętności, a nie na silnej więzi emocjonalnej. Raz spróbowali wspólnie zamieszkać, jednak Robert szybko odkrył jaką Emma potrafi być histeryczką i furiatką jednocześnie. Często krzyczała, by wyrazić swoje emocje, czego jej kochanek bardzo nie lubił. Dodatkowo, media zaczęły coraz śmielej pakować swoje dyktafony i obiektywy do ich prywatnego życia, więc doszli do wniosku, że wspólne życie nie jest najlepszym pomysłem.
- Na razie dam ci ten scenariusz. Przeczytasz i pogadamy – wyrwał go ponownie z zamyślenia Henry.
- Ok. Emma już jest?
- Tak – odparł menadżer. Wiedział, że to pytanie oznacza koniec ich porannej rozmowy. Aktor wyrzucił papierowy kubek do kosza na śmieci, spojrzał na Jennę, którą dłuższą chwilę temu skończyła swoją pracę. Pożegnał się i wyszedł, kierując swoje kroki do budynku głównego studia nagrań.
- Dzwoniłam do ciebie – powiedziała brunetka, po oderwaniu swoich ust od ust Roberta.
- Zostawiłem telefon w domu.
- Chciałam po ciebie przyjechać.
- Przeszedłem się.
- W pelerynie niewidce? – zaśmiała się.
- Było bardzo spokojnie, tzn. moja osoba nie wywołała zbytniego skandalu – odpowiedział uśmiechem. – A gdybyśmy znaleźli się w jednym samochodzie, jutrzejsze wydania brukowców miałby temat na drugą stronę.
- Mam to gdzieś – rzuciła zuchwale i podniosła scenariusz. Mężczyzna zastanawiał się chwilę, czy powiedzieć jej o cudzoziemce, którą spotkał. Zlustrowała wzrokiem zaczytaną Emmę i doszedł do wniosku, że nie chce uruchamiać jej zdwojonej czujności. Wystarczy by wypowiedział przypadkowe imię żeńskie niewłaściwym tonem i od razu był zasypywany pytaniami, czy ma kogoś innego.
Zdjęcia rozpoczęły się o godzinie ósmej i zakończyły o dwudziestej drugiej. W tym czasie aktorzy mieli do dyspozycji trzy przerwy: jedną, godzinną obiadową oraz dwie dziesięciominutowe. Ci, którzy nie musieli brać udziału we wszystkich ujęciach, mieli oczywiście dodatkowy czas dla siebie. Ponieważ Robert był głównym bohaterem filmu, jego tzw. „czas doliczony” wynosił tego dnia marne dwadzieścia minut. Bywało, że był potrzebny danego dnia w takim samym stopniu jak aktor epizodyczny, jednak takie dni należały do wyjątków. Przekładało się to oczywiście na jego zarobki, dzięki którym mógł pozwolić sobie na wynajęcie osobnego mieszkania w centrum Chicago, zamiast korzystania z usług tutejszych hoteli. Nie miał co prawda tym kwaterom nic do zarzucenia, ale odrobina swobody polegająca na przeświadczeniu, iż w południe po jego pokoju nie pałęta się sprzątaczka, porządkująca wszystkiego jego rzeczy, była warta wydania określonej sumy na przestronne miejsce zamieszkania.
Co do układania włosów - to się nazywa stylizacja, a co tam że to czasem wygląda gorzej niż orginalne włosy "prosto z łóżka" :P
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że wątek tej nowej propozycji filmowej będzie w najbliższej przyszłości. Amerykański aktor w europejskim filmie kina niezależnego - może być ciekawie.
jeszcze kontynuując mój poprzedni post... chociaż ten wątek z nową produkcją byłby fajny to coś czuje że zostanie w Chicago dla naszej rodaczki ;)
OdpowiedzUsuńRobcio Pattinsonek <3
OdpowiedzUsuń