Zuzanna weszła do swojego mieszkanka, o całkowitej powierzchni trzydziestu metrów kwadratowych. Była to klitka z ciasną łazienka oraz kuchnią, pełniąca jednocześnie funkcję sypialni. Większość rzeczy, które przywiozła ze sobą wciąż pozostawały w walizce, gdyż nie miała miejsca na rozpakowanie ich. Nie miała także środków ani miejsca by nabyć szafę. Zadowalała się niskimi szafeczkami, starym stołem dla czterech osób i krzesłami turystycznymi. Lodówka brzęczała niemiłosiernie, panele podłogowe skrzypiały, a sąsiedzi lubili urządzać imprezy. Na mieszkańców bloku w większości składali się studenci, co dało się wyczuć w ich nocnych wymianach zdań na korytarzach. Jednak blondynka godziła się na to wszystko. I chociaż mieszkała tu zaledwie półtora miesiąca, miewała takie chwile, kiedy chciała wszystko spakować i wracać do domu. Wtedy siadała na szerokim parapecie i patrzyła przez jedno z trzech okien na zachodzące słońce i wmawiała sobie, że ten widok jej wszystko rekompensuje.
Pierwszy dzień w pracy był męczący, ale ekscytujący jednocześnie. Lisa była wspaniałą kobietą, która cały dzień czuwała nad nową, by ta nie zagubiła się za barem. Zuza nie zaliczyła jednak żadnej wpadki, prawdopodobnie dzięki wprawie nabranej w pracy w kafeterii, jeszcze w jej kraju.
Nastawiła czajnik elektryczny i wsypała do nieco zniszczonego kubka łyżeczkę czarnej herbaty. Zaparzyła napój i usiadła na dmuchanym materacu, który służył jej za łóżko.
Zadarła głowę, by podziwiać rozbłyski zachodzącego słońca na białych framugach okien. Lubiła wieczorami zatapiać się w marzeniach. Lubiła wybiegać myślami na nieznane tereny i fantazjować o możliwościach dążenia do upragnionego celu. Odstawiła kubek na parapet i wyjęła z plecaka swój rękopis. To miała być jej przyszłość. Uważała to za bardzo dziwne, że ostatnią rzeczą, której potrzebowała do spełnienia swoich marzeń, było coś tak przyziemnego jak pieniądze. Przeczytała kilka ostatnich linijek rękopisu i zastanowiła się co dalej uczynić z bohaterką. Jak zawsze przeniosła wzrok na miasto w poszukiwaniu inspiracji. Pomyślała o ludziach, których dzisiaj poznała; próbowała przypomnieć sobie twarze klientów. I wtedy przyszedł jej do głowy zakapturzony przechodzień, którego pytała o drogę. Starała się przypomnieć sobie jego twarz, która o poranku wydawała się znajoma. Była pewna, że widziała już gdzieś tego mężczyznę, chociaż nigdy nie była w Chicago. "To nawet lepiej, że nie wiem" pomyślała i zaczęła tworzyć jego nową tożsamość. Po godzinie okazało się, że to jest ta postać, której potrzebowała, by zakończyć historię.
Zaraz przeczytam ;)
OdpowiedzUsuńOho, czuję że to jest oryginalne opowiadanie. Czekam oczywiście na kolejne części. :*
OdpowiedzUsuń