poniedziałek, 12 lipca 2010

2. Jimmy's world

Heatherstreet okazała się na szczęście niezbyt długą i niezbyt zaludnioną ulicą odchodzącą od jednej z głównych przecznic. Dziewczyna bez problemu odnalazła numer 61. Duża kafeteria połączona z barem witał klientów neonowym szyldem „Jimmy’s world”. Budynek był zadbany zarówno od zewnątrz jak i od wewnątrz, co jednak nie oznacza, że był to urokliwy zakątek. Białe linoleum w szare i czarne plamki wydawało się przeżyć już wiele, za to stoły na metalowych słupkach z blatami imitującymi drewniane były nowe, tak samo jak stojące przy nich metalowe krzesła. Był także długi, zielony bar, za nim ustawiono półki ze słodyczami, przekąskami, automatem do kawy oraz wciśniętą w kąt lodówką z napojami. Za tym całym sprzętem blondynka wypatrzyła kuchnię, która z salą łączyła się przez niewielkie okienko. Wystroju dopełniały zdjęcia smakołyków i czarno-białe fotografie miasta porozwieszane na ścianach oraz zwykły zegarek z niebieską ramką, który wskazywał akurat godzinę 6:50. Dziewczyna odetchnęła. Nie spóźniłam się.
Podeszła do młodej kelnerki za barem. Miała wysoko spięte, ciemne włosy i piwne oczy. Na jej twarzy malowało się zmęczenie, gdy wycierała kolejno szklanki i układała je w zagłębieniu pod blatem.
- Dzień dobry. Nazywam się Zuzanna Miłorzębska. Miałam się zgłosić na stanowisko kelnerki.
Dziewczyna zza baru podniosła na nią wzrok. Przez chwilę patrzyła na nią zagubiona, po czym powiedziała:
- Mogłabyś powtórzyć nazwisko?
Blondynka uśmiechnęła się i przeliterowała to arcytrudne słowo. Szatynka zapisała je na kartce, spojrzała na nie, później jego posiadaczkę, znowu na kartkę i do notesu.
- Tak, to możesz być ty… - mruknęła i pokazała zapisany fonetycznie, niezrozumiały wyraz. Obok niego widniał komentarz składający się ze znaku zapytania i wykrzyknika, oraz notatki „nowa – 12.10”.
- To ja.
- Ok. Ja jestem Lisa. Witam na pokładzie – powiedziała i wpuściła nową na „drugą stronę”. Zaprowadziła Zuzę do kuchni, gdzie zapoznała ją z mężczyzną w średnim wieku, całkiem łysym, ubranym w biały kitel kucharski. Był to szef kuchni i jednocześnie właściciel, z którym Zuzanna rozmawiała przez telefon kilka dni temu. Nazywał się Jimmy i pomimo poważnego wyglądu był bardzo miły, aczkolwiek nie poświęcił nowej pracownicy wiele czasu. Zapytał czy pracowała już kiedyś w barze, czy dostała umowę i czy nie ma pytań do któregoś z jej punktów, powiedział gdzie jest regulamin BHP i oddał w ręce Lisy. Szatynka zaprowadziła ją na tzw. „zaplecze kelnerskie”. Było tam pusto i pomimo otwartego okna ściany wydawały się być przesiąknięte zapachem tytoniu, którego dziewczyna tak bardzo nie lubiła. Lisa pokazywała jej kolejne miejsca i sprzęty: tu jest twoja szafka, tu możesz powiesić kurtkę, tu jest wejście dla pracowników, tu wyrzucamy śmieci, tu jest parking dla pracowników, tu są szklanki, tak działa ekspres do kawy, dasz sobie radę?, na pewno dasz sobie radę tylko zapamiętaj: te do espresso, te do cappucino a te do latte, tu jest część sali dla palących a tu dla niepalących... Zuza szła za nią i odnotowywała skrzętnie wszystkie informacje w mózgu. Jak na razie jej największa obawa okazała się bezpodstawna – nie miała problemów z językiem.
Po wprowadzeniu w zasady pracy, Amerykanka dała blondynce firmowy fartuch, który zawiązany w pasie sięgał trochę za kolano. Prosty, czarny z dokładnie takim samym logo jak na neonowym szyldzie. Zuzanna rozpoczęła swoją pracę w „Jimmy’s world”.

1 komentarz:

  1. A ja już myślałam że ona będzie pracować w jakimś szklanym ,wielkim budynku, a tu taka niespodzianka - w barze ;).
    I to nazwisko, haha

    PS - 7 linijka - półka przez ó ;)

    OdpowiedzUsuń