Blondynka średniego wzrostu, ubrana w brązowy płaszcz do kolan, czarne kozaki i jeansowe rurki przemierzała ulice Chicago, spoglądając zagubionym wzrokiem na tabliczki z nazwami kolejnych przecznic. Miasto wydawało jej się tak ogromne i tak różne od tego, do czego przyzwyczaiły ją europejskie metropolie, że nawet najlepsza mapa nie mogła jej pomóc odnaleźć cel. W końcu, czując nieubłagany upływ czasu, podeszła do człowieka wyższego od niej o głowę, odzianego w niebieską bluzę z kapturem, luźne jeansy, szarą czapkę i całkowicie zbędne przy tej pogodzie ciemne okulary. Dziewczyna zdążyła już zauważyć, iż tutejsi mieszkańcy lubują się w noszeniu okularów przeciwsłonecznych nawet gdy pada deszcz.
- Przepraszam! – powiedziała, ale mężczyzna się nie zatrzymał. – Przepraszam!
Przechodzień zatrzymał się kilka kroków dalej. Zdawało się, że westchnął, po czym odwrócił się na pięcie i podszedł do blondynki.
- Tak? – spytał znudzonym tonem. Pomimo, że jego twarz po części zasłaniały okulary i kaptur, to te rysy wydały się dziewczynie dziwnie znajome.
- Czy wiesz może jak dojść do Heatherstreet 61? – spytała uprzejmie, wyciągając w jego stronę plan miasta. Mężczyzna stał chwile, a nieukryte fragmenty jego fizjonomii zdawały się wyrażać zaskoczenie. Po chwili oprzytomniał i spojrzał na mapę, obrócił ją kilkakrotnie i oddał właścicielce.
- Przykro mi. Nie umiem pomóc.
- No cóż. Dziękuję – odparła z przepraszającym uśmiechem i już zaczepiała kogoś innego. Mężczyzna w kapturze oddalił się na kilka metrów i odwrócił ponownie, by móc przyjrzeć się swojej byłej rozmówczyni. Jakiś starszy pan tłumaczył jej drogę, wyraźne zadowolony, że tak urocza osoba zagadnęła go na ulicy. Na koniec krótkiej konwersacji, dziewczyna podziękowała mu z uśmiechem, a staruszek odwzajemnił gest i uchylił swojego szarego beretu, kłaniając się teatralnie.
Chłopak stwierdził, że jest cudzoziemką. W jej mowie słyszał naleciałości z jakiegoś obcego języka. Jej uroda sugerowała, że pochodzi z rejonów Europy wschodniej. Sprawiała wrażenie dobrze ułożonej panny, która przyleciała do Ameryki w celach zarobkowych. I pomimo zagubienia, z jej ust nie znikał uprzejmy uśmiech. Mało już jest optymistów na świecie.
Jednak mężczyzna nie miał zbyt wiele czasu na kontemplowanie postaci Europejki. Miał 20 minut na dojście do pracy, a szybki spacer wśród zatłoczonych ulic, gdzie każda napotkana osoba może być paparazzi albo stukniętą fanką nie należał do przyjemności. Nieszczęście chciało, że jego auto odmówiło posłuszeństwa dzisiaj rano, a nie było wystarczająco czasu by wysłać po niego inny samochód. Poranne korki. Poranne tłumy. Kiedy podchwycił pierwsze dzisiaj zaszokowane spojrzenie, które należało do niskiej brunetki, przyśpieszył kroku i westchnął. Dlaczego dziewczyny nie mogą być normalne? Jak tamta blondynka?
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńCzy mężczyzna, którego zatrzymała jako pierwszego to ten sam co "chłopak", który stwierdził, że jest cudzoziemką? Mam spowolnione myślenie :P
OdpowiedzUsuńCzekam na następne części! :*
Czemu blondynka? :D:D:D
OdpowiedzUsuń