poniedziałek, 26 lipca 2010

3. Na planie

Mężczyzna odetchnął z ulga po przekroczeniu progu studia. Podczas dwudziestominutowego spaceru przez miasto bez ochrony nie miał ani jednego nieprzyjemnego incydentu. O dziwo zawdzięczał to dużej ilości ludzi w mieście, a nie zwinnemu przemykaniu bocznymi uliczkami. Przeszedł szybkim krokiem korytarz, na którym odpowiedział na powitanie dziewczyny rozwożącej kawę i wszedł do swojej garderoby. Tam czekali już na niego Henry Veber, jego menadżer, oraz Jenna Austen, jego stylistka. Wciąż nie mógł zrozumieć dlaczego ona tak misternie układa jego włosy, by sprawiały wrażenie nieuczesanych. Dla niego ich stan przed poddaniem się działaniom tej kobiety i po nie ulegał żadnej zmianie. Lecz ona uparcie za każdym razem najpierw go czesała jak matka syna przed pierwszym dniem szkoły, by następnie z mistrzowską precyzją poukładać włosy w artystyczny nieład i zapieczętować wszystko lakierem do włosów, który ledwo dawał się zmyć pod prysznicem.
Kiedy aktor zasiadł na fotelu przed ogromnym lustrem, którego tak bardzo nie lubił, Henry podał mu papierowy kubek z kawą i zaczął czytać tygodniowy raport. Był poniedziałek, więc jak zawsze miało miejsce podsumowanie minionych siedmiu dni; kto dzwonił, kto proponował, ile proponował, jaki jest przychód, gdzie jego nazwisko plasuje się w rankingach, czy pojawiły się jakieś plotki zagrażające jego wizerunkowi, na koniec poczta. Mężczyzna słuchał tego cierpliwie, chociaż niewiele go to obchodziło. Waga jaką miała dla niego opinia mediów o jego osobie była odwrotnie proporcjonalna do wzrostu sławy. Im bardziej jesteś znany tym więcej o tobie plotkują i wymyślają na twój temat – z takiego założenia wychodził. Starał się zachować chociaż pozory normalnego życia i nie przejmował się gdy pod zdjęciem, na którym był z siostrą napisano „Nowa dziewczyna?”. Jednak odczuwał pewien dyskomfort, kiedy przed wyjściem na ulicę musiał zakładać spraną, szarą czapkę i duże, ciemne okulary. Czuł się w nich jak idiota, szczególnie kiedy nie było słońca.
Po zakończeniu odczytu, Henry przeszedł do bardziej luźnej rozmowy. Przeprosił za problem z transportem i upewnił się, czy aktor nie miał jakichś nieprzyjemnych sytuacji podczas drogi. Menadżer był w pewnym sensie jego najbliższym przyjacielem. Zapewne dlatego, iż był to jedyny człowiek towarzyszący mu w prawie wszystkich podróżach i pozostający z nim w stałym kontakcie. Razem z rozpoczęciem pracy w Ameryce zostało zerwanych wiele znajomości i ilekroć praca nad jakimś projektem dobiegała końca, aktor obiecywał sobie, że teraz wróci do rodzinnego miasta i odkurzy starą książkę adresową. Zawsze jednak pojawiała się atrakcyjna oferta nowej roli, więc zostawał i odkładał swój plan na nieokreślone „później”.
- Robert?
- Tak?
- Słuchasz mnie w ogóle – Henry patrzył na swojego nieformalnego podopiecznego nieco żartobliwie. Przywykł już do specyficznej natury tego mężczyzny.
W odpowiedzi aktor zamyślił się na chwilę. – Mówiłeś coś o propozycji roli w europejskiej produkcji? – strzelił, opierając się na strzępkach pamięci.
- Cóż, wspomniałem o tym jakieś dziesięć minut – zaśmiał się. – Skoro już sobie o tym przypomniałeś to dodam, że jest to niezależna produkcja, a scenariusz jest dość oryginalny. Dam ci go po dzisiejszych zdjęciach.
- Ok.
- Gdybyś przyjął ich propozycję, wyjechałbyś do Porto już za dwa miesiące. To oznacza, że nie może dojść do opóźnienia się obecnych zdjęć oraz, że nie będziesz miał nawet dwóch dni przerwy. To ryzykowne, biorąc pod uwagę, że twoja koleżanka z planu, Emma, narzekała dzisiaj rano na zapchany nos.
- Weźmie dwie aspiryny i jej przejdzie – mruknął. Emma, brunetka, o zielonych oczach i twardych rysach, 167 cm wzrostu. Jego partnerka zarówno na planie jak i prywatnie. Ich relacje w bardzo dziwny sposób przedarły się ze scenariusza do realnego świata. Pewnego dnia, gdy dał się namówić na spotkanie u niej w domu, by poćwiczyć wspólne kwestie, wylądował z Emmą w łóżku. Na początku zauważył pożądliwe spojrzenia, później otwarto butelkę wina i rozpoczęła się rozmowa nie związana ze scenariuszem, w końcu postanowiła sprawdzić jak wyglądałaby scena, w której namiętnie się całują… Do dzisiaj nie rozumiał, jak ta dziewczyna zdołała go uwieść, bo poza wszelkimi wątpliwościami pozostawało, że to ona go uwiodła, nie na odwrót. Obecnie spotykali się co jakiś czas, w zadymionych pubach, zaciemnionych uliczkach i we własnych mieszkaniach. Ich romans opierał się głównie na pożądaniu i namiętności, a nie na silnej więzi emocjonalnej. Raz spróbowali wspólnie zamieszkać, jednak Robert szybko odkrył jaką Emma potrafi być histeryczką i furiatką jednocześnie. Często krzyczała, by wyrazić swoje emocje, czego jej kochanek bardzo nie lubił. Dodatkowo, media zaczęły coraz śmielej pakować swoje dyktafony i obiektywy do ich prywatnego życia, więc doszli do wniosku, że wspólne życie nie jest najlepszym pomysłem.
- Na razie dam ci ten scenariusz. Przeczytasz i pogadamy – wyrwał go ponownie z zamyślenia Henry.
- Ok. Emma już jest?
- Tak – odparł menadżer. Wiedział, że to pytanie oznacza koniec ich porannej rozmowy. Aktor wyrzucił papierowy kubek do kosza na śmieci, spojrzał na Jennę, którą dłuższą chwilę temu skończyła swoją pracę. Pożegnał się i wyszedł, kierując swoje kroki do budynku głównego studia nagrań.
- Dzwoniłam do ciebie – powiedziała brunetka, po oderwaniu swoich ust od ust Roberta.
- Zostawiłem telefon w domu.
- Chciałam po ciebie przyjechać.
- Przeszedłem się.
- W pelerynie niewidce? – zaśmiała się.
- Było bardzo spokojnie, tzn. moja osoba nie wywołała zbytniego skandalu – odpowiedział uśmiechem. – A gdybyśmy znaleźli się w jednym samochodzie, jutrzejsze wydania brukowców miałby temat na drugą stronę.
- Mam to gdzieś – rzuciła zuchwale i podniosła scenariusz. Mężczyzna zastanawiał się chwilę, czy powiedzieć jej o cudzoziemce, którą spotkał. Zlustrowała wzrokiem zaczytaną Emmę i doszedł do wniosku, że nie chce uruchamiać jej zdwojonej czujności. Wystarczy by wypowiedział przypadkowe imię żeńskie niewłaściwym tonem i od razu był zasypywany pytaniami, czy ma kogoś innego.
Zdjęcia rozpoczęły się o godzinie ósmej i zakończyły o dwudziestej drugiej. W tym czasie aktorzy mieli do dyspozycji trzy przerwy: jedną, godzinną obiadową oraz dwie dziesięciominutowe. Ci, którzy nie musieli brać udziału we wszystkich ujęciach, mieli oczywiście dodatkowy czas dla siebie. Ponieważ Robert był głównym bohaterem filmu, jego tzw. „czas doliczony” wynosił tego dnia marne dwadzieścia minut. Bywało, że był potrzebny danego dnia w takim samym stopniu jak aktor epizodyczny, jednak takie dni należały do wyjątków. Przekładało się to oczywiście na jego zarobki, dzięki którym mógł pozwolić sobie na wynajęcie osobnego mieszkania w centrum Chicago, zamiast korzystania z usług tutejszych hoteli. Nie miał co prawda tym kwaterom nic do zarzucenia, ale odrobina swobody polegająca na przeświadczeniu, iż w południe po jego pokoju nie pałęta się sprzątaczka, porządkująca wszystkiego jego rzeczy, była warta wydania określonej sumy na przestronne miejsce zamieszkania.

poniedziałek, 12 lipca 2010

2. Jimmy's world

Heatherstreet okazała się na szczęście niezbyt długą i niezbyt zaludnioną ulicą odchodzącą od jednej z głównych przecznic. Dziewczyna bez problemu odnalazła numer 61. Duża kafeteria połączona z barem witał klientów neonowym szyldem „Jimmy’s world”. Budynek był zadbany zarówno od zewnątrz jak i od wewnątrz, co jednak nie oznacza, że był to urokliwy zakątek. Białe linoleum w szare i czarne plamki wydawało się przeżyć już wiele, za to stoły na metalowych słupkach z blatami imitującymi drewniane były nowe, tak samo jak stojące przy nich metalowe krzesła. Był także długi, zielony bar, za nim ustawiono półki ze słodyczami, przekąskami, automatem do kawy oraz wciśniętą w kąt lodówką z napojami. Za tym całym sprzętem blondynka wypatrzyła kuchnię, która z salą łączyła się przez niewielkie okienko. Wystroju dopełniały zdjęcia smakołyków i czarno-białe fotografie miasta porozwieszane na ścianach oraz zwykły zegarek z niebieską ramką, który wskazywał akurat godzinę 6:50. Dziewczyna odetchnęła. Nie spóźniłam się.
Podeszła do młodej kelnerki za barem. Miała wysoko spięte, ciemne włosy i piwne oczy. Na jej twarzy malowało się zmęczenie, gdy wycierała kolejno szklanki i układała je w zagłębieniu pod blatem.
- Dzień dobry. Nazywam się Zuzanna Miłorzębska. Miałam się zgłosić na stanowisko kelnerki.
Dziewczyna zza baru podniosła na nią wzrok. Przez chwilę patrzyła na nią zagubiona, po czym powiedziała:
- Mogłabyś powtórzyć nazwisko?
Blondynka uśmiechnęła się i przeliterowała to arcytrudne słowo. Szatynka zapisała je na kartce, spojrzała na nie, później jego posiadaczkę, znowu na kartkę i do notesu.
- Tak, to możesz być ty… - mruknęła i pokazała zapisany fonetycznie, niezrozumiały wyraz. Obok niego widniał komentarz składający się ze znaku zapytania i wykrzyknika, oraz notatki „nowa – 12.10”.
- To ja.
- Ok. Ja jestem Lisa. Witam na pokładzie – powiedziała i wpuściła nową na „drugą stronę”. Zaprowadziła Zuzę do kuchni, gdzie zapoznała ją z mężczyzną w średnim wieku, całkiem łysym, ubranym w biały kitel kucharski. Był to szef kuchni i jednocześnie właściciel, z którym Zuzanna rozmawiała przez telefon kilka dni temu. Nazywał się Jimmy i pomimo poważnego wyglądu był bardzo miły, aczkolwiek nie poświęcił nowej pracownicy wiele czasu. Zapytał czy pracowała już kiedyś w barze, czy dostała umowę i czy nie ma pytań do któregoś z jej punktów, powiedział gdzie jest regulamin BHP i oddał w ręce Lisy. Szatynka zaprowadziła ją na tzw. „zaplecze kelnerskie”. Było tam pusto i pomimo otwartego okna ściany wydawały się być przesiąknięte zapachem tytoniu, którego dziewczyna tak bardzo nie lubiła. Lisa pokazywała jej kolejne miejsca i sprzęty: tu jest twoja szafka, tu możesz powiesić kurtkę, tu jest wejście dla pracowników, tu wyrzucamy śmieci, tu jest parking dla pracowników, tu są szklanki, tak działa ekspres do kawy, dasz sobie radę?, na pewno dasz sobie radę tylko zapamiętaj: te do espresso, te do cappucino a te do latte, tu jest część sali dla palących a tu dla niepalących... Zuza szła za nią i odnotowywała skrzętnie wszystkie informacje w mózgu. Jak na razie jej największa obawa okazała się bezpodstawna – nie miała problemów z językiem.
Po wprowadzeniu w zasady pracy, Amerykanka dała blondynce firmowy fartuch, który zawiązany w pasie sięgał trochę za kolano. Prosty, czarny z dokładnie takim samym logo jak na neonowym szyldzie. Zuzanna rozpoczęła swoją pracę w „Jimmy’s world”.